Administrator strony internetowej musi wykazać, że nie wiedział o bezprawności wpisów
Jak podaje Rzeczpospolita, w piątkowym wyroku (Sygn. akt I CSK 73/17), w sprawie wniesionej przez Radosława Sikorskiego, o naruszenie dóbr osobistych w sieci, Sąd Najwyższy uznał, iż „aby zwolnić się z odpowiedzialności za obraźliwe wpisy, administrator strony internetowej musi wykazać, że nie wiedział o ich bezprawności”.

Jak podaje Rzeczpospolita, w piątkowym wyroku (Sygn. akt I CSK 73/17), w sprawie wniesionej przez Radosława Sikorskiego, o naruszenie dóbr osobistych w sieci, Sąd Najwyższy uznał, iż „aby zwolnić się z odpowiedzialności za obraźliwe wpisy, administrator strony internetowej musi wykazać, że nie wiedział o ich bezprawności”.
Były minister spraw
zagranicznych Radosław Sikorski, żądał od wydawcy gazety „Fakt”
przeprosin za komentarze pod tekstem z grudnia 2010 r. „Sikorski
doniósł na antysemitów z forów internetowych”, które
widniały na stronie fakt.pl przez kilka miesięcy. W sposób
wulgarny i obraźliwy naruszały one dobre imię ministra.
Jak podaje
Rzeczpospolita, część wpisów została usunięta automatycznie,
natomiast część z nich widniała do momentu wniesienia pozwu
przeciwko wydawcy. Wpisy zostały zablokowane i wystosowano
oświadczenie, w którym ubolewano nad zaistniałą sytuacją.
Pełnomocnik wydawnictwa, adwokat Anna Cichońska, podkreślała, że
„nie ma w pełni szczelnego monitoringu, a ręczny to znaczne
koszty”.
W pierwszej instancji Sąd
Okręgowy oddalił powództwo skierowane przeciwko wydawcy Faktu, a
Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał orzeczenie w mocy. W
uzasadnieniach orzeczeń stwierdzono, że wydawnictwo ma charakter
serwisu hostingowego i zgodnie z art. 14 ustawy o świadczeniu usług
drogą elektroniczną miało prawo zwolnić się z odpowiedzialności,
ponieważ przed otrzymaniem odpisu pozwu nie posiadało wiedzy, na
temat obraźliwych i wulgarnych wpisów dotyczących Radosława
Sikorskiego.
Pełnomocnik byłego
ministra, adwokat Roman Giertych wskazał natomiast, że „próby
ustalenia autorów takich wpisów, nie tylko zresztą w tej sprawie,
skazane są na niepowodzenie, a samo ustalenie komputerów z których
ich dokonano nie wystarczy do ich oskarżenia czy pozwania, w tej
sytuacji należy przyjąć swego rodzaju domniemanie, że portal zna
te wpisy, a jak zna to za nie odpowiada” – jak podaje
Rzeczpospolita.
„Pod ostrym tekstem
zwykle są ostre wpisy i należy przyjąć, że portal ma o tym
informacje, tego nie trzeba dowodzić, aby portal zwolnił się z
odpowiedzialności, portal musi wykazać, że nie wiedział, że
wpisy naruszają dobra osobiste powoda- argumentował sędzia Sądu
Najwyższego Krzysztof Strzelczyk.
Sprawa została zwrócona
do Sądu Apelacyjnego w celu ponownego rozpoznania.
Źródło: Rzeczpospolita
Komentarze obsługuje Disqus. Wczytanie spowoduje połączenie z zewnętrznym serwisem.