Reklamy na YouTube kopały kryptowaluty

30 stycznia, 2018 · Mirosław Dyka · 2 min czytania

Eksperci od cyberbezpieczeństwa z firmy Trend Micro zauważyli, że reklamy wyświetlane przez serwis YouTube powodują alerty ze strony oprogramowania antywirusowego. Okazało się, że wyświetlanie niektórych reklam wiązało się z uruchomieniem złośliwego skryptu.

Zalecamy ostrożność podczas zakupów w sklepie: homeekspert.net

Eksperci od cyberbezpieczeństwa z firmy Trend Micro zauważyli, że reklamy wyświetlane przez serwis YouTube powodują alerty ze strony oprogramowania antywirusowego. Okazało się, że wyświetlanie niektórych reklam wiązało się z uruchomieniem złośliwego skryptu.

Skrypt pochodził ze strony CoinHive i powstał

po to, by obciążać procesory komputerów, na których był uruchamiany. Wszystko

to w celu wykonania obliczeń popularnie zwanych „kopaniem kryptowalut”, co

miało przynosić korzyść stronom internetowym, na których skrypt działał. Serwis

Gizmodo potwierdził te doniesienia podając, że hakerzy mogą przejmować reklamy

z sieci Google wyświetlane na YouTube w celu pozyskiwania kryptowalut na

komputerach użytkowników serwisu.

YouTube zareagował twierdząc, że „reklamy zostały zablokowane w ciągu dwóch

godzin od wykrycia sprawy, a sprawcy – usunięci z naszej platformy”. Serwis

podkreślił także, iż „pozyskiwanie

kryptowalut przez hakerów za pośrednictwem reklam jest relatywnie nowym

cyberprzestępstwem” oraz że taka działalność to w oczywisty sposób łamanie

regulaminu YouTube.

Złośliwy skrypt powodował, że procesor

komputera należącego ofiary był obciążany dodatkowym poborem mocy, która

służyła do pozyskiwania kryptowaluty zwanej monero. Serwis Gizmodo zwraca

uwagę, że pozyskiwanie środków w ten sposób może być działaniem etycznym jedynie

wówczas, gdy strona, na której działa taki mechanizm, informuje o tym swoich

odwiedzających. Skrypt nie powinien zużywać więcej mocy niż niezbędne dla jego

działania. Reklamy na YouTube przejęte przez hakerów powodowały jednak, że

skrypt korzystał nawet z 80 proc. całkowitej mocy obliczeniowej procesora.

Użytkownicy serwisu, podobnie jak administracja YouTube, nie mieli natomiast

pojęcia, że cały proceder ma miejsce.

Zdaniem specjalistów z Trend Micro, reklamy, w

których działał złośliwy skrypt, były umieszczane na platformie DoubleClick, z

której korzysta Google. Stała się ona celem ataku hakerów, a pokrzywdzeni

użytkownicy to m. in. internauci z Włoch, Francji, Japonii, Tajwanu i

Hiszpanii.

Komentarze obsługuje Disqus. Wczytanie spowoduje połączenie z zewnętrznym serwisem.