Reklamy na YouTube kopały kryptowaluty
Eksperci od cyberbezpieczeństwa z firmy Trend Micro zauważyli, że reklamy wyświetlane przez serwis YouTube powodują alerty ze strony oprogramowania antywirusowego. Okazało się, że wyświetlanie niektórych reklam wiązało się z uruchomieniem złośliwego skryptu.

Eksperci od cyberbezpieczeństwa z firmy Trend Micro zauważyli, że reklamy wyświetlane przez serwis YouTube powodują alerty ze strony oprogramowania antywirusowego. Okazało się, że wyświetlanie niektórych reklam wiązało się z uruchomieniem złośliwego skryptu.
Skrypt pochodził ze strony CoinHive i powstał
po to, by obciążać procesory komputerów, na których był uruchamiany. Wszystko
to w celu wykonania obliczeń popularnie zwanych „kopaniem kryptowalut”, co
miało przynosić korzyść stronom internetowym, na których skrypt działał. Serwis
Gizmodo potwierdził te doniesienia podając, że hakerzy mogą przejmować reklamy
z sieci Google wyświetlane na YouTube w celu pozyskiwania kryptowalut na
komputerach użytkowników serwisu.
YouTube zareagował twierdząc, że „reklamy zostały zablokowane w ciągu dwóch
godzin od wykrycia sprawy, a sprawcy – usunięci z naszej platformy”. Serwis
podkreślił także, iż „pozyskiwanie
kryptowalut przez hakerów za pośrednictwem reklam jest relatywnie nowym
cyberprzestępstwem” oraz że taka działalność to w oczywisty sposób łamanie
regulaminu YouTube.
Złośliwy skrypt powodował, że procesor
komputera należącego ofiary był obciążany dodatkowym poborem mocy, która
służyła do pozyskiwania kryptowaluty zwanej monero. Serwis Gizmodo zwraca
uwagę, że pozyskiwanie środków w ten sposób może być działaniem etycznym jedynie
wówczas, gdy strona, na której działa taki mechanizm, informuje o tym swoich
odwiedzających. Skrypt nie powinien zużywać więcej mocy niż niezbędne dla jego
działania. Reklamy na YouTube przejęte przez hakerów powodowały jednak, że
skrypt korzystał nawet z 80 proc. całkowitej mocy obliczeniowej procesora.
Użytkownicy serwisu, podobnie jak administracja YouTube, nie mieli natomiast
pojęcia, że cały proceder ma miejsce.
Zdaniem specjalistów z Trend Micro, reklamy, w
których działał złośliwy skrypt, były umieszczane na platformie DoubleClick, z
której korzysta Google. Stała się ona celem ataku hakerów, a pokrzywdzeni
użytkownicy to m. in. internauci z Włoch, Francji, Japonii, Tajwanu i
Hiszpanii.
Komentarze obsługuje Disqus. Wczytanie spowoduje połączenie z zewnętrznym serwisem.