Patryk Jaki ma problem z wyciekiem danych swoich zwolenników
Zespół pracujący nad kampanią kandydata w wyborach na prezydenta Warszawy zaliczył wpadkę. Ktoś z tego grona rozesłał do każdego odbiorcy z grupy ponad 300 adresatów wiadomości e-mailowe, które zawierały poufne dane wszystkich z nich.

Zespół
pracujący nad kampanią kandydata w wyborach na prezydenta Warszawy zaliczył
wpadkę. Ktoś z tego grona rozesłał do każdego odbiorcy z grupy ponad 300 adresatów
wiadomości e-mailowe, które zawierały poufne dane wszystkich z nich.
Tego
typu wpadka należy do tych najpowszechniejszych, co nie znaczy wcale, że nie może
nieść ze sobą poważnych konsekwencji. Pomyłka polega na tym, że podczas
wysyłania wiadomości adresy odbiorców wpisano w polu CC (po polsku
DW, czyli „do wiadomości”). W takim przypadku dane tych odbiorców pozostają
jawne dla wszystkich z nich. Prawidłowo takie dane powinny się znaleźć w polu
BCC (UDW – „ukryte do wiadomości”).
Na
skutek błędu każdy z odbiorców e-maila poznał nie tylko adresy, ale często również
imiona i nazwiska pozostałych sympatyków Jakiego. Zgodnie z przepisami, z
danymi osobowymi mamy do czynienia wtedy, gdy jakaś informacja pozwala na
pośrednie lub bezpośrednie zidentyfikowanie osoby fizycznej. Adres e-mail
zawierający imię i nazwisko z pewnością spełnia te kryteria.
Co
więcej, można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że wśród odbiorców
wiadomości znajdują się nie tylko autentyczni zwolennicy kandydata PiS, ale
również „wtyczki” jego przeciwników politycznych. Taka praktyka jest
powszechnie stosowana w celu bieżącego dostępu do treści rozsyłanych
wewnętrznie newsletterów. Jeżeli wśród grona odbiorców znalazła się taka „wtyczka”
to znaczy, że dane osobowe zwolenników kandydata trafiły do rąk jego przeciwników.
Na chwilę
publikacji tego materiału kandydat PiS jeszcze nie skomentował całego
zamieszania, choć o to się do niego zwracano.
Komentarze obsługuje Disqus. Wczytanie spowoduje połączenie z zewnętrznym serwisem.