Co jest najbardziej kontrowersyjne w unijnej dyrektywie zwanej ACTA 2.0?

27 marca, 2019 · Mirosław Dyka · 3 min czytania

W dniu wczorajszym Parlament Europejski przegłosował dyrektywę w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Trwa gorąca dyskusja na ten temat, a szczególne zainteresowanie internautów skupiło się na kontrowersyjnych artykułach nr 11 i 13 (17).

Zalecamy ostrożność podczas zakupów w sklepie: homeekspert.net

W

dniu wczorajszym Parlament Europejski przegłosował dyrektywę w sprawie praw

autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Trwa gorąca dyskusja na ten temat, a

szczególne zainteresowanie internautów skupiło się na kontrowersyjnych

artykułach nr 11 i 13 (17).

art. 11

Ten

przepis wprowadza dodatkowe prawo pokrewne dla wydawców oraz licencjonowanie

treści (nieobejmujące cytowania pojedynczych słów z innej publikacji). Bywa określany

jako tzw. „podatek od linków” i mówi o tym, jakie elementy artykułu

dziennikarskiego mogą być publikowane przez agregatory treści bez konieczności

wnoszenia opłat licencyjnych.

Artykuł

11 zakłada również, że autorzy artykułów czy wydawcy będą mieli możliwość

negocjowania licencji komercyjnych z platformami udostępniającymi ich treści. Można

się więc spodziewać, że bezpłatne wykorzystywanie fragmentów tekstów zostanie ograniczone.

Na mocy przepisów wydawców będzie obciążał obowiązek dzielenia się wpływami z

nowego prawa z autorami danej publikacji.

Nowe

przepisy nie będą dotyczyć prywatnego i niekomercyjnego użytkowania tekstów

prasowych przez indywidualnych użytkowników, w tym hiperlinków, a wraz z nimi

krótkiego wyciągu z artykułu.

art. 13 (17)

Artykuł

13 (w ostatniej wersji art. 17) wymaga od serwisów udostępniających cudzą

twórczość – takich jak You Tube – współpracy z posiadaczami praw autorskich w celu

podejmowania kroków przeciwko piractwu. W tym celu ma być stosowane specjalne

oprogramowanie automatycznie usuwające treści uznane za niezgodne z prawem.

Regulacją

art. 17 nie będą objęte: encyklopedie internetowe, takie jak np. Wikipedia,

archiwa edukacyjne i naukowe oraz platformy pasywne (tzw. usługi w chmurze dla

indywidualnych użytkowników jak Dropbox), platformy w ramach otwartego dostępu,

platformy sprzedażowe jak Ebay czy Amazon i wszystkie platformy, których

głównym celem nie jest dostęp do treści objętych prawem autorskim (np. portale

randkowe), ani ich magazynowanie.

Z

kolei platformy, których dotyczy art. 17, powinny podpisać licencje z

właścicielami praw na treści chronione prawem autorskim. Jeśli platforma nie

otrzyma takiej licencji, będzie musiała usunąć treści wskazane przez

właściciela praw. W razie niedopełnienia obowiązków, platforma będzie

odpowiedzialna za nielegalne treści wprowadzane przez użytkowników.

Kto za, kto przeciw?

Unijna

reforma prawa autorskiego jest na rękę przede wszystkim twórcom i wydawcom prasowym.

Ich zdaniem nowe przepisy powinny zniwelować istniejącą nierównowagę polegającą

na słabej pozycji negocjacyjnej prasy względem wielkich platform internetowych.

Niektórzy są zdania, że za populistycznymi hasłami o szkodliwości dyrektywy

stoją przede wszystkim giganci technologiczni, którzy nie chcą się podzielić

swoim zyskiem, a których dotkną nowe regulacje. Nie powinny one zagrażać użytkownikom

oraz małym i średnim przedsiębiorcom.

Przeciwnicy

dyrektywy podnoszą, że jej wprowadzenie może spowodować poważne, niezamierzone

konsekwencje, które mogą zupełnie zmienić oblicze internetu. W praktyce może to

oznaczać znaczące ograniczenie możliwości publikacji treści w internecie i

stanowić bezpośrednie zagrożenie dla artystów, ich widowni i skupionej wokół

nich branży.

Kiedy dyrektywa zacznie obowiązywać?

Na wdrożenie

dyrektywy kraje unijne, w tym Polska, mają 24 miesiące. Najpóźniej za dwa lata

nowe przepisy zaczną więc obowiązywać w naszym kraju.

Komentarze obsługuje Disqus. Wczytanie spowoduje połączenie z zewnętrznym serwisem.