Cyberuzależnieni dyrektorzy zagrożeniem dla firm – przykłady i case study
Komunikaty ostrzegające przed ryzykownymi technologiami, zakaz posiadania szpiegujących smartwatchów, blokowanie obcych na rzecz tworzenia własnych mediów społecznościowych - to tylko kilka przykładów, jak kraje rozwinięte technologicznie radzą sobie z cyberzagrożeniami wynikającymi z rozwoju cyfrowych technologii uzależniających. Jak na tym tle wypada Polska?

Komunikaty ostrzegające przed ryzykownymi technologiami,
zakaz posiadania szpiegujących smartwatchów, blokowanie obcych na rzecz
tworzenia własnych mediów społecznościowych – to tylko kilka przykładów, jak
kraje rozwinięte technologicznie radzą sobie z cyberzagrożeniami wynikającymi z
rozwoju cyfrowych technologii uzależniających. Jak na tym tle wypada Polska?
Funkcjonując w coraz bardziej zdigitalizowanym świecie,
konieczność skutecznego przeciwdziałania niektórym skutkom cyfrowych
technologii uzależniających (tzw. CTU) jest nie tylko paląca, ale wręcz
niezbędna dla zapewnienia odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa. Tę świadomość
mają wysoko rozwinięte technologicznie kraje, które od lat inwestują w
narzędzia, mające eksplorować zjawiska CTU i zapobiegać ich negatywnemu
wpływowi na ludzi, a przez to na bezpieczeństwo narodowe.
Za dobry przykład można wziąć Niemcy, gdzie służby na
bieżąco publikują informacje ostrzegające przed ryzykownymi technologiami lub
wręcz zakazują stosowania niektórych z nich, jak np. szpiegujących
smartwatchów. Aktywnie przed wpływem CTU bronią się także Chiny i Rosja,
które zablokowały dostęp do obcych mediów społecznościowych i stworzyły własne,
alternatywne wersje. – W kwestii cyberbezpieczeństwa Polska na tle innych
krajów rozwiniętych wypada co najwyżej przeciętnie. Odpowiednie protokoły
bezpieczeństwa dopiero zaczynają powstawać, tak jak i inicjatywy, których celem
ma być edukacja osób mających dostęp do krytycznych danych. Trwają też
intensywne prace, realizowane we współpracy z organizacjami okołorządowymi,
zmierzające do powstania krajowego programu edukacji, który podniesie wiedzę w
zakresie cyberbezpieczeństwa i cyberuzależnień, minimalizując w ten sposób
negatywne skutki CTU – tłumaczy Dawid Bałut, ekspert od cyberbezpieczeństwa
z Testarmy CyberForces.
Uczmy się na błędach innych – case study
Cyberprzestępcy są kreatywni, atakując nie tylko częściej,
ale wykorzystując do tego trudne do przewidzenia sposoby. Same praktyki OSINT
(Open Source Intelligence, wywiad źródeł jawnych) i zbierania informacji na
temat celu ataku istnieją od dekad. Problem z ich wykrywaniem nasilił się
jednak, gdy do równania wprowadzone zostały aplikacje z potencjałem uzależniającym. Psychologiczne zjawiska
wpływające na zachowanie użytkowników prowadzą do sytuacji, w których nawet przeszkoleni
dyrektorzy korporacji padają ofiarą ataków socjotechnicznych. Przemęczeni i
w ciągłym pośpiechu, chcą osiągnąć cel jak najszybciej, jednocześnie pozostając
produktywnymi. Ich umysł ignoruje czerwone flagi, które normalnie pojawiają się
u osób niebędących uzależnionymi od używania danego medium.
Czasem więc wystarczy mail w znajomej sprawie czy z niepokojącą
informacją, np.: “czy widziałeś kompromitujące zdjęcia swojej córki w
internecie?”, aby w przypływie emocji kliknąć w link podany w mailu i nie
zauważyć, że zamiast zostać przekierowanym na oficjalną stronę, ofiara trafia
na stronę kontrolowaną przez atakującego. Witryna wygląda tak samo, jak znana
sobie strona i wymaga logowania.
W sytuacji, w której człowiek nie jest pod ciągłym wpływem czynnika uzależniającego,
mógłby zadać sobie pytanie: “dlaczego muszę się logować, skoro jeszcze 15 minut
temu korzystałem z aplikacji będąc zalogowanym i nie było żadnego problemu?”.
Jednak ofiara chce jak najszybciej dostać się do zniesławiających danych.
Loguje się, wchodzi na stronę i faktycznie widzi informację o tym, że jego
córka wzięła udział w “nietypowej” imprezie będąc na wakacjach we Włoszech.
Zdjęcia są do pobrania, załączone w archiwum .zip. Historia brzmi wiarygodnie, bo rzeczywiście córka była w tym
konkretnym terminie w tej właśnie lokalizacji. Ufa więc informacji i pobiera archiwum .zip. W środku nie ma
nic, oprócz złośliwego kodu, który wykonuje się w momencie wypakowania plików .docx.
Niepewna ofiara ataku może zgłosić się do swojego działu IT
z prośbą o pomoc, podejrzewając, że pakiet MS Office nie działa, bo zdjęcia nie
mogły się otworzyć. Taka reakcja byłaby pożądana, ponieważ daje IT
szansę na analizę i rozpoznanie ataku. Umożliwia wywołanie odpowiednich
mechanizmów odpowiedzi na incydent bezpieczeństwa, powstrzymanie ataku i
ochronę przed kompromitacją danych ofiary i jego firmy.
W pesymistycznym dla bezpieczeństwa biznesu scenariuszu
ofiara uznaje, że była to marna prowokacja, ociera pot z czoła i wraca do
swoich codziennych zadań. W tym czasie złośliwe oprogramowanie umożliwia
cyberprzestępcom dostęp do wewnętrznej infrastruktury firmy oraz portali. Na
tym skandal się nie kończy, gdyż zdobyte dane logowania, oprócz ataku na firmę,
zostają wykorzystane do eskalacji uderzenia poprzez faktyczny atak na prywatne
życie ofiary, wydobycie historii rozmów prowadzonych przez media
społecznościowe i szantaże.
Prosty atak rozgrywający się w zaledwie kilka minut doprowadza więc do
ogromnych strat dla biznesu i osoby, która w wyniku braku odpowiedniej edukacji
padła jego ofiarą!
Nasuwa się pytanie, skąd przestępca zdobył informacje pozwalające
mu stworzyć scenariusz ataku? – O ile zaatakowany dyrektor czy pracownik
przechodzi proste programy edukacji bezpieczeństwa w swojej korporacji, o tyle
jego rodzina już nie. Przejrzenie ich profili w mediach społecznościowych i
wyciągnięcie potrzebnych danych to dla hakera kwestia minut. Niestety jest to
bardzo powszechny i niebezpieczny wektor ataku, często pomijany w programach
edukacji osób zajmujących kierownicze stanowiska – tłumaczy Dawid Bałut.
Media społecznościowe – ulubione przez hakerów CTU
Skandale polityczne, ingerencja w przebieg wyborów,
manipulacja giełdą – historia zna wiele sytuacji wykorzystania mediów
społecznościowych do przeprowadzenia ataków socjotechnicznych. Przykładów można
by mnożyć:
1. Mapa baz wojskowych USA
Strava to serwis dla
sportowców wspomagający rozwój dzięki udostępnianiu setek indywidualnych
statystyk. Po zebraniu 3 bilionów punktów pochodzących z geolokalizacji
użytkowników, w listopadzie 2017 r. opublikował mapę cieplną pokazującą
popularne trasy, m.in. biegowe i rowerowe. Robiąc to serwis prawdopodobnie
ujawnił także aktywność korzystających z aplikacji żołnierzy amerykańskich,
doprowadzając do wskazania lokalizacji sekretnych baz wojskowych USA – m.in. w
Turcji, Syrii i Jemenie.
2. Algorytmy w oparciu o fake news
23 kwietnia 2013 r. z konta amerykańskiej agencji
informacyjnej Associated Press na Twitterze została udostępniona
informacja o dwóch wybuchach w Białym Domu, w wyniku których ranny został
prezydent Barack Obama. Informacje były fałszywe, ale prawdziwa była odpowiedź
giełdy, która chwilę po domniemanym ataku zanotowała straty w wysokości 136.5
miliarda USD. Do akcji dezinformacyjnej przyznała się grupa hakerów
komputerowych Syrian Electronic Army, ale winą za nagły krach
specjaliści obarczają algorytmy giełdowe, które podejmują predefiniowane
decyzje finansowe bazując m.in. na śledzonych kanałach informacyjnych.
3. Tweet za 20 mln USD
7 sierpnia 2018 r. Elon Musk, CEO Tesli, udostępnił
25 milionom osób obserwujących jego konto na Twitterze informację o
możliwości zdjęcia spółki z giełdy po cenie 420 USD za walor. Jak okazało się,
tweet miliardera nie miał żadnych podstaw, a jego celem było uderzenie w
inwestorów i wpłynięcie na kurs akcji producenta. Komisja Papierów
Wartościowych (SEC) odstąpiła od nałożenia 20 mln USD kary tylko pod warunkiem,
że Elon Musk już nigdy nie zamieści na Twitterze wpisu o Tesli. Dlatego kilka
dni temu, chcąc podzielić się informacją na temat marki, bystry miliarder na
kilka godzin zmienił swoje nazwisko na… Elon Tusk.
Potrzebna ciągła
i kreatywna edukacja!
Takie proste przykłady ataków socjotechnicznych są tylko
wierzchołkiem góry lodowej. Choć fenomen cyfrowych technologii uzależniających
wzbudza coraz większe zainteresowanie ze strony psychologów i socjologów, minie
jeszcze sporo czasu zanim rezultaty badań będą wiarygodne w stopniu, który nie
tylko pozwoli odeprzeć aktualne ataki, ale przygotować się na przyszłościowe
zagrożenia, wynikające np. z faktu tracenia umiejętności utrzymania
koncentracji na konkretnym zadaniu.
Być może dojdziemy do poziomu rozproszenia, w którym będziemy padać ofiarą ataków
socjotechnicznych, na które nie zareagujemy nawet po fakcie. Zwyczajnie nie
będziemy pamiętać, że w ogóle wykonaliśmy jakąś czynność online, która mogła
wygenerować ryzyko skompromitowania naszych danych. A może ze względu na
otaczającą nas technologię będziemy coraz lepiej uczyć się zarządzania chaosem
i łatwiej będzie nam rozpoznawać ataki, które są wynikiem odchylenia od tego,
do czego jesteśmy na co dzień przyzwyczajeni.
Dlatego teraz, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, istotna
jest ciągła i kreatywna edukacja osób mających dostęp do krytycznych
danych, czyli ludzi pełniących kluczowe role w swoich firmach czy powiązanych z
bezpieczeństwem państwa. Ataków możemy spodziewać się coraz więcej, ale ich
siła tkwi nie w ilości, ale w mnogości wektorów, wykorzystywanych przez
kreatywnych hakerów na trudne do przewidzenia sposoby.
Żródło: TestArmy
CyberForces
Komentarze obsługuje Disqus. Wczytanie spowoduje połączenie z zewnętrznym serwisem.