Komputerowi „władcy marionetek”

23 października, 2017 · Robert Dziemianko - G DATA Polska · 4 min czytania

Wielu użytkowników internetu uważa, że nic im nie grozi, ponieważ unikają podejrzanych stron, nie otwierają plików od nieznanych nadawców, ani nie podają swoich danych.

Zalecamy ostrożność podczas zakupów w sklepie: homeekspert.net

Wielu użytkowników internetu uważa, że nic im nie grozi, ponieważ unikają podejrzanych stron, nie otwierają plików od nieznanych nadawców, ani nie podają swoich danych.

To dobra strategia, jednak

nie można zapominać, że współczesny internauta jest narażony

już nie tylko na ataki wirusów i trojanów, ale także na włamania

i zakłócenie prywatności. Stoją za tym oczywiście hakerzy. Czy

jednak odpowiedzialni są tylko za negatywne działania?

Osoby

nazywane „hakerami” nie cieszą się pozytywnymi opiniami.

Tymczasem należy podkreślić, iż ich praca nie zawsze jest

równoznaczna z wykradaniem danych.

Słowo

hacker

jeszcze w latach 60. odnosiło się do robionych przez studentów

Massachusetts Institute of Technology żartów (np. owinięcia

uniwersyteckim kopuły folią odbijającą promienie świetlne).

Dowcipy te musiały jednak wyróżniać się szczególną

pomysłowością, a przede wszystkim nie przynosić szkody. W

późniejszych latach miano hakera

nadawali sobie wzajemnie niektórzy członkowie klubów naukowych,

działających na tejże uczelni. Niektórzy z nich przenieśli potem

swoje zainteresowania na branżę komputerową, dlatego można

określać ich pierwowzorem współczesnych hakerów.

Obecnie

haker to po prostu osoba o dużych umiejętnościach informatycznych,

odznaczająca się dobrą orientacją w internecie, znajomością

systemów operacyjnych i języków programowania.

Haker,

hakerowi nierówny.

Istnieją

jednak różne grupy hakerów. Pierwszą grupą są tzw. Czarne

kapelusze (ang. Black Hat), czyli osoby, które naruszają system

ochronny komputerów do własnych celów. „Black Hat” włamują

się po to, aby zdobywać numery kart kredytowych, bądź inne dane

personalne w celu późniejszego udostępnienia ich osobom trzecim.

Na samym początku muszą jednak dowiedzieć się, jak działa dany

system, i jak jest zaprojektowany. Dzięki temu mogą później

„bawić” się nim i modyfikować. Często powiązane jest to z

phishing’iem, który polega na tym, że haker podszywa się pod

inną osobę lub instytucję, w celu wyłudzenia określonych

informacji. Podobnym oszustwem jest pharming. Różnica jest taka, iż

sprawca korzysta z istniejącej już strony. Po wpisaniu prawidłowego

adresu strony www użytkownik zostaje przekierowany na fałszywą,

choć wizualnie mogącą wyglądać tak samo stronę.

Kolejną

grupę stanowią tzw. Szare kapelusze (ang. Grey Hat). Nie istnieją

po to, aby zaspokajać własne cele, a tym bardziej nie jest ich

intencją umyślne szkodzenie innym. Ich zadaniem jest testowanie

zabezpieczeń. Często wyszukują luki w systemach pełniące funkcję

ochronną i wykorzystują je bez wiedzy właściciela.

Haker,

który nie jest włamywaczem wywodzi się z grupy tzw. Białych

kapeluszy (ang.White Hat). Osoby przynależne do niej są

etatowymi pracownikami firm oraz instytucji. Działają takimi samymi

metodami jak wyżej wymienieni, aczkolwiek za pozwoleniem

właścicieli, co w świetle prawa jest legalne. Z założenia

unikają oni wyrządzenia szkody osobom trzecim.

Poza

trzema typami kapeluszy można wyróżnić inne kategorie osób,

które zajmują się włamywaniem do systemów.

Scripts Kiddies to

osoby, którym zależy na znajdowaniu dostępu do czyichś programów,

jednak za pomocą stworzonych już wcześniej narzędzi lub

programów. Nie posiadają jednak technicznej wiedzy oraz takiej,

która umożliwiłaby im stworzenia własnego programu. Mimo tego,

efekty ich działalności są również widoczne i odczuwalne.

Następnym przykładem są cyberterroryści, którzy działają na

większą skalę – atakują państwowe systemy bezpieczeństwa np.

jednostki wojskowe.

Pomijając

działalność „Białych kapeluszy” – pozostali hakerzy mogą

negatywnie wpłynąć na bezpieczeństwo danych, które przechowujemy

na komputerach. Dotyczy to zarówno użytkowników domowych,

biznesowych, dzieci, czy dorosłych.

Jednym

ze sposobów, pomagającym zwiększyć bezpieczeństwo młodych

użytkowników jest wytłumaczenie im, jak należy korzystać z

internetu, aby mogły być bezpieczne. Istotne jest, aby to właśnie

rodzice udzielili tej cennej lekcji swoim dzieciom. Do pomocy ochrony

ich pociech posłużyć mogą wszelakie programy, które umożliwią

kontrolę nad czynnościami wykonywanymi przez dziecko w sieci. Dla

osób, które często zajmują się zdalnymi transakcjami, istotna

będzie ochrona bankowości, która podlega oprogramowaniu G DATA.

Dzięki unikalnej proaktywnej technologii BankGuard, G DATA w wielu

testach z łatwością poradziła sobie z nieznanymi wcześniej

zagrożeniami.– mówi Robert

Dziemianko z G DATA.

Włamywacz

będzie na wiele sposób próbował osiągnąć swój cel,

niezależnie czy jest to wyłudzenie pieniędzy, czy kradzież

tożsamości. Dlatego warto być czujnym i rozważnym w korzystaniu z

internetu.

Jeśli

nie jesteś pewny czy Twoje dane są chronione, to warto podjąć

pierwsze kroki ku zwiększeniu bezpieczeństwa. Wiele rad oraz

informacji można znaleźć na stronie www.klikajbezpiecznie.pl

lub pod hasztagiem #klikajbezpiecznie

Komentarze obsługuje Disqus. Wczytanie spowoduje połączenie z zewnętrznym serwisem.